Google promuje swoje narzędzia AI poprzez domyślne ustawienia, które zwykli użytkownicy mogą nie do końca kontrolować ani nawet świadomie zaakceptować. Chociaż technicznie istnieją opcje konfiguracji, większość ludzi nigdy ich nie zmienia - korzysta z tego, co Google im oferuje na starcie. To sprawia, że gigant z Mountain View ma ogromną władzę nad tym, jak sztuczna inteligencja faktycznie działa w naszych urządzeniach i jakie dane zbiera na naszej drodze.
Wychodzi na to, że transparentność Google'a w tej sprawie jest mocno ograniczona. Użytkownicy mogą nie zdawać sobie sprawy, że aktywują określone funkcje AI, wysyłają dane do serwerów firmy czy zgadzają się na śledzenie ich zachowań. Problem pogłębia się, ponieważ domyślne ustawienia są zazwyczaj skonfigurowane w taki sposób, aby maksymalizować zbieranie danych i zaangażowanie użytkownika - a nie jego prywatność czy wygodę. To klasyczny scenariusz asymetrii informacji, w której koncern wie dokładnie, co robi, a zwykły użytkownik - nie.
Artykuł podkreśla, że ta praktyka ma szersze konsekwencje dla dyskusji o etyce AI i prawach konsumentów. Jeśli wielkie korporacje mogą ukrywać działanie swoich algorytmów za domyślnymi ustawieniami, to mamy problem z podstawową odpowiedzialnością firm wobec społeczeństwa. Staje się pytanie: czy taka polityka Google'a, choć legalna, powinna zostać ograniczona przez regulacje takie jak RODO czy przyszłe unijne akty o sztucznej inteligencji? Dyskusja ta będzie coraz istotniejsza, im bardziej AI wplata się w nasze codzienne życie.