Większość wydanych autorów przyczyniła się do rozwoju narzędzi AI, które mogą zagrażać ich livelihoods, bez ich wiedzy i zgody. To skłania do oczywistego pytania: czy to powinno być nielegalne? Odpowiedź okazuje się bardziej zawiła niż się spodziewamy.

Ukrywająca się za tym kwestia to spór o to, czy trenowanie dużych modeli językowych na materiałach chronionych prawem autorskim stanowi naruszenie tego prawa, czy też mieści się w ramach dozwolonego użytku. W Stanach Zjednoczonych doktryną dozwolonego użytku zajmuje się test czteroetapowy, który rozpatruje cel użytku, naturę dzieła, wielkość wykorzystanej części i wpływ na rynek. Gdy chodzi o AI, każdy z tych elementów pozostaje kontrowersyjny i podlegający różnym interpretacjom. Niektóre procesy sądowe już są w toku, a przepisy mogą się zmienić - a sama branża jest podzielona na tych, którzy twierdzą, że bez dostępu do takich danych AI nigdy nie będzie mogła się rozwijać, i tych, którzy uważają to za kradzież własności intelektualnej.

To nie jest czysto teoretyczna debata - od wyniku zależy przyszłość modelowania jezykowego, a także to, jak będą chronieni twórcy, których dzieła zasilają te systemy. Autorzy i wydawcy dommagają się wynagrodzeń, przepisów regulacyjnych lub pełnego obowiązku udzielenia zgody. Tymczasem firmy zajmujące się AI argumentują, że ograniczenia utrudniłyby postęp technologiczny. W międzyczasie precedensy sądowe będą decydujące dla kształtu ekosystemu AI na lata.