Pracownicy największych firm technologicznych na świecie coraz częściej izolują swoje dzieci od urządzeń i mediów społecznościowych, stanowiąc sprzeczność z branżą, w której pracują. Autora tekstu pierwsze dziecko dostało konto Gmail i Twitter przed urodzeniem, a jego zdjęcia masowo publikowano online. Drugie dziecko otrzymało zupełnie inny rodzaj ochrony - autor celowo ograniczył jego cyfrowy ślad, aby zachować prywatność. Dziś jednak przychodzi mu usuwać wiele treści z wczesnych lat pierwszego dziecka. Przełomem okazała się obserwacja rzeczywistych skutków cyfrowego świata. Żona autora, pediatryczna pielęgniarka, alarmowała go o rosnącej liczbie dzieci hospitalizowanych z powodu dysmorfobii ciała i cyberprzechowalnictwa związanego z mediami społecznościowymi. Ta świadomość doprowadziła nas do zmiany podejścia - mówi autor - stając się rodzicami, których dzieci używają telefonu bez dostępu do internetu i nie mają kont na TikToku. Zjawisko to nie jest jednostkowe. Zaskakująco duża liczba osób znanych autorowi pracujących w dużych firmach technologicznych stosuje podobną strategię. Ich dzieci mają ograniczony dostęp do technologii, telefony są zablokowane, a media społecznościowe pozostają tabu. Nawet Mark Zuckerberg nie publikuje publicznie zdjęć swoich dzieci na Facebooku czy Instagramie. To paradoks branży - osoby, które budują platformy przyciągające miliardy użytkowników, najlepiej znają zagrożenia związane z ich używaniem i aktywnie chronią przed nimi własne rodziny.