Sondaże ujawniają ogromny sprzeciw Amerykanów wobec budowy data center w ich krajach. Branża technologiczna, pod presją tego oporu społecznego, zaczęła wskazywać na Chiny jako na zagrożenie - sugerując, że to właśnie konkurencja z Chinami uzasadnia inwestycje w nową infrastrukturę. To idealne odwrócenie uwagi od lokalnych obaw: zamiast zajmować się pretensjami społeczności, liderzy branży redefiniują problem jako kwestię bezpieczeństwa narodowego i konkurencji geopolitycznej.
Tuż problem polega na braku rzeczywistych dowodów potwierdzających te obawy. Opisy modelu chińskiego data center, które mają uzasadniać konieczność ekspansji w Stanach Zjednoczonych, w znacznej mierze opierają się na spekulacjach i potencjalnych scenariuszach, a nie na faktycznych zagrożeniach. Branża wykorzystuje Chiny głównie retoryczne, aby przebić się przez publiczną rezystencję wobec lokalnych projektów.
To poruszenie odzwierciedla szerszy konflikt w społeczeństwie cyfrowym: jak pogodzić potrzebę infrastruktury technologicznej z lokalnymi obawami dotyczącymi energii, hałasu i wpływu na środowisko. Użycie Chin jako stracha na wróble zamiast rozwiązywania rzeczywistych problemów sugeruje, że branża ma trudności z autentycznym dialogiem z społecznostami, w których chce się rozwijać.