Simon Willison przypomina sobie kultowy film "Kto wrobił króka Rogera" z 1988 roku w reżyserii Roberta Zemeckisa. Zwrócił na niego uwagę szczególnie dzięki Cypress Frankenfeld, która wyłowiła oszałamiającą sekwencję z początku filmu: animowany pelikan jeździ na rowerze, a sam pojazd to prawdziwy sprzęt.

To, co na ekranie wygląda jak prosta scena, kryło się za fascynującą produkcyjną sztuczką. Zespół filmowy napełnił koła wodą, aby dodać rowerowi stabilności, wprawił go w ruch, a następnie kierował całą konstrukcją za pomocą liny. Taka kombinacja animacji i praktycznych efektów specjalnych była typowa dla kina tego okresu, zanim technologia CGI przejęła dominację.

Historia ta pokazuje twórczą zaradność filmowców lat osiemdziesiątych, którzy bezgranicznie kombinowali tradycyjne techniki, aby na ekranie ukazać coś zarazem absurdalnego i magicznego. Detale takie jak ten pelikan na rowerze są dziś, w czasach cyfrowej animacji, przypomnieniem o rzemieślniczym podejściu do efektów specjalnych i o tym, jak daleko mogła sięgnąć fizyczna kreatywność w służbie filmu.