W obliczu lawinowego wzrostu treści generowanych przez AI, pojawia się nowy pomysł na certyfikat "organic literature", który pozwoliłby czytelnikom identyfikować książki napisane przez prawdziwych autorów. Stamp miałby działać podobnie do etykiet "bio" na żywności - sygnalizując, że dzieło pochodzi od człowieka, a nie z modelu AI.

Problem, który rozwiązuje ten certyfikat, jest rosnący. Rynek publikacji książkowych - a zwłaszcza platformy self-publishingu takie jak Amazon KDP - są już zalane tandetną literaturą wygenerowaną przez algorytmy. Autorzy szukają szybkiego zysku, publikują czasem setki tytułów rocznie, a czytelnicy stają się bezradni wobec oceanu bezimiennych historyjek o mizarnej jakości.

Certyfikat "organiczny" miałby działać jako gwarancja autentyczności, podobnie jak etykiety ekologiczne na produktach spożywczych. W praktyce mogłoby to wymagać weryfikacji tożsamości autora, ewentualnie dodatkowych poświadczeń. To rozwiązanie mogłoby zostać zarówno stosowane przez wydawnictwa tradycyjne, jak i platformy cyfrowe. Jeśli się utrwali, mogłoby to stać się ważnym wyróżnikiem wartościowej literature w erze generatywnych modeli.