Jedna trzecia studentów Princeton przyznaje się do korzystania ze sztucznej inteligencji przy pisaniu prac i rozwiązywaniu zadań domowych, jednak większość swoich kolegów nie zamierza ich donieść. To odkrycie z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Princeton pokazuje głęboką przepaść między teoretycznym rozumieniem tego, co stanowi nieuczciwość akademicką, a praktyką społeczną w kampusie. Studenci wiedzą, że wykorzystywanie narzędzi takich jak ChatGPT czy podobne rozwiązania do samodzielnych prac stanowi naruszenie zasad, ale sami używają ich najwyraźnie bez większych skrupułów.
Problem leży w tym, że tradycyjne normy akademickie nie nadążają za tempem zmian wprowadzonych przez AI. Zamiast masowych donosów czy sankcji, w kampusach USA obserwujemy raczej milczące porozumienie między studentami - nikt się nie przyznaje dobrowolnie, nikt też nie chce być donosicielem. Stanowi to wyzwanie dla uniwersytetów, które muszą teraz nie tylko przeredagować zasady akademickie, ale przede wszystkim zastanowić się, czy stare definicje rzetelności naukowej jeszcze mają sens w czasach, gdy AI jest wszechobecne. Badanie z Princeton ujawnia, jak szybko edukacja wkracza w szarą strefę, gdzie większość uczestników gry zna jej złe reguły, ale wszyscy wolą pozorować normalność.
Uniwersytety stoją przed wyborem: albo zakazać AI absolutnie - co wydaje się niemożliwe do egzekwowania - albo nauczyć studentów, jak uczciwnie go wykorzystywać. Princeton i inne czołowe placówki zaczynają już eksperymentować z drugim podejściem, traktując narzędzia AI jako część nowego krajobrazu edukacyjnego, którego trzeba się nauczyć przechodzić etycznie. To zmienia fundamentalnie sposób myślenia o tym, co znaczy bycie dobrym studentem w połowie lat dwudziestych dwudziestego pierwszego wieku.