Fitbit Air pokazuje, że Google potrafi stworzyć naprawdę dobry tracker fitness. Urządzenie jest proste, lekkie i niezawodnie śledzi aktywność użytkownika. Jako sam hardware — zegarek, sensory, aplikacja — robi wszystko, co powinno. Problem w tym, że do całej historii Google dorzucił AI Health Coach, czyli sztuczną inteligencję mającą pełnić rolę trenera zdrowotnego.
AI coach gadatliwie komentuje każdy ruch użytkownika, rzuca się z poradami i motywacyjnymi wiadomościami. Brzmi to dobrze w teorii, ale w praktyce sprawdza się raczej frustrująco. Zamiast być pomocny, staje się natarczywy — użytkownicy niechętnie czytają coraz kolejne nudne motywacyjne teksty. To klasyczny przykład sytuacji, w której producent dodaje AI, bo teraz wszyscy o nim mówią, bez zastanowienia się, czy to naprawdę czegoś człowieka uczy lub go inspiruje.
Cała sytuacja ilustruje szerzej problem integracji AI w urządzeniach wearable. Wiele firm bierze się za dodawanie chatbotów lub sztucznej inteligencji do swoich produktów, ale nie zawsze ma to sens dla konkretnego zastosowania. Czasami prosty interface, bez sztucznej inteligencji, robi swoje lepiej.