Roboty humanoidalne coraz częściej pojawiają się w mediach społecznościowych, gdzie zachwycają miliony widzów swoimi wydatkiem niezwykłymi wykonaniami. Jednak znaczna część tych demonstracji nie pokazuje pełnego obrazu możliwości technologii — wiele nagrań to efekt starannej edycji, idealne warunki laboratoryjne albo scenariusze, które robot prakował przez tygodnie.
Problem leży w naturze viralowego contentu. Aby film obejrzało miliony osób, musi być spektakularny i angażujący. Nikt nie klika chętnie na 20-minutowy film pokazujący, jak robot upada, powtarza manewry lub wymaga ludzkiej interwencji. W rezultacie publiczność otrzymuje zniekształcony obraz postępu w robotyce — coś bliższego science-fiction niż rzeczywistości inżynierskiej.
Zrozumienie tego fenomenu jest kluczowe dla realistycznej oceny, gdzie naprawdę stoi technologia robotyczna. Roboty rzeczywiście robią postępy, ale droga do tanich, niezawodnych humanoidów pracujących na fabrikach czy w domach jest jeszcze długa. Sceptycyzm wobec wiralowych klipów to nie negowanie potencjału technologii, ale przypomnienie sobie, że marketing i rzeczywistość engineering to dwie różne rzeczy.