Stany Zjednoczone oskarżają Chiny o systematyczne kradzieże technologii sztucznej inteligencji na niespotykaną wcześniej skalę. Ministerstwo Handlu USA oraz agencje zbliżone do administracji prezydenta opublikowały raport szczegółowo opisujący metody, jakimi chińskie firmy i instytucje rządowe miałyby pozyskiwać wrażliwe dane i algorytmy z amerykańskich przedsiębiorstw technologicznych. Pekin stanowczo odrzuca te zarzuty, nazywając je oszczerczą kampanią mającą zdławić konkurencję chińskich firm.

Tension wokół sztucznej inteligencji stanowi dziś epicentrum rywalizacji między USA a Chinami. Oba kraje inwestują gigantyczne sumy w rozwój zaawansowanych modeli AI - jak GPT czy najnowsze wersje algorytmów do przetwarzania obrazów - bo zdają sobie sprawę, że przywództwo technologiczne w tej dziedzinie przełoży się na przewagę gospodarczą i militarną na dziesięciolecia. Amerykanie obawiają się, że poprzez kradzież niechronionych informacji i rekrutację pracowników największych lab AI, Chiny mogą skrócić dystans nie bez wysiłku osiągniętych przez siebie. USA już wcześniej ograniczały eksport najnowocześniejszych chipów do Chin i zaostrzały procedury wizowe dla chińskich naukowców - nowy raport zapewne stanie się pretekstem do dalszych restrykcji.

Sprawa ma wymiar nie tylko biznesowy. Jeśli przepływy technologii rzeczywiście odbywają się na skalę przemysłową, oznacza to, że konkurencja w AI przestaje być Fair Play. Dla europejskich firm i instytucji oznacza to rosnący dylemat - starać się pozostać na boku tej wojny technologicznej czy sojuszować się z jedną ze stron. Jednocześnie eksperci sygnalizują, że nawet jeśli oskarżenia są zasadne, żaden kraj nie będzie chciał do nich się przyznać, a rzeczywista skala problemu pozostanie ukryta w cieniu operacji wywiadowczych obu mocarstw.