W sobotnie poranki w Spring Hill na Florydzie około dziesięciu mieszkańców zbierało się przed biblioteką, by zaprotestować przeciwko budowie hyperscalowego centrum danych w okolicy. Mimo że Hernando County Commission jednomyślnie zatwierdziła roczne moratorium na takie inwestycje w czerwcu, grupa No Data Centers Hernando County uważa, że to za mało. Sześćdziesięciopięcioletnia Carol z grupy organistów jasno postawiła sprawę: chcą całkowitego zakazu, a nie tylko czasowej przerwy.

Protest w Floridzie jest symptomatyczny dla szerszego zjawiska. O ile zainteresowanie sztuczną inteligencją rośnie, oporą wobec olbrzymich centrów danych zasilających te technologie doświadcza rosnące poparcie od zaskakująco zróżnicowanych grup. Konserwatyści tradycyjnie zajmowali się kwestiami ochrony środowiska lokalnego i konsumpcji energii, podczas gdy lewicowe ruchy aktywistyczne protestują ze względu na dobroszczególnie bezpieczeństwo klimatyczne i pracę. To nienormalne, że obie strony znalazły wspólny grunt wokół wątpliwości do megalomanicznych planów budowy infrastruktury AI.

Rosnący sprzeciw może zmienić krajobraz negocjacji między big tech a władzami lokalnymi. Miasta i powiaty zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że mieszkańcy mają rzeczywisty głos w decyzjach o planowaniu przestrzennym, niezależnie od tego, czy są upatrzone politycznie. To pierwsza fala naprawdę demokratycznych dyskusji na temat tego, jak daleko powinna sięgać infrastruktura AI i jaką rolę powinni w tym grać ci, którzy muszą żyć z jej konsekwencjami.