Szef Fendera Edward Cole porównał kolegów z zespołu i cover'y do analogowego AI, co dodało oliwy do ognia już niegasnącego skandalu wizerunkowego firmy. Komentarze CEO padły w maju w wywiadzie dla T3 z okazji 75-lecia ikonicznej gitary Telecaster, ale przez pewien czas przeszły niezauważone. Niedawnie jednak znowu zaczęły krążyć w internecie, dokładnie wtedy, gdy Fender zmaga się z falą krytyki od całej społeczności gitarzystów.
Scandale rozpoczął się, gdy firma wysłała pisma o zaprzestanie działalności do małych producentów gitar, domagając się praw autorskich do kształtu ciała Stratocaster'a - kultowego instrumentu z lat 50. To zdecydowanie nie zostało dobrze przyjęte. Gitarzyści na całym świecie uznali to posunięcie za przesadne i zachłanne, szczególnie że kształt Strata od dziesięcioleci inspiruje niezliczone pokłady taniej konkurencji bez większych protestów. Kilka wpływowych kanałów YouTube'owych poświęconych gitarze ogłosiło, że zamierzają przestać kupować produkty Fendera, co stanowi realny cios dla reputacji klasycznej marki.
Wydobycie tych komentarzy Cole'a o AI w złym momencie tylko pogłębia kryzys PR-owy. Porównanie muzyków do sztucznej inteligencji brzmi dla wielu odbiorców obojętnie lub nawet obraźliwie - sugeruje, że bandmaci to po prostu powtarzacze bez oryginalności, zamiast ludzi z talentem i emocjami. To dodatkowy materiał dla krytyków, którzy i tak już uważają, że Fender przestał być wspierającym firmę dla muzyków.