Dyrektor generalny Proton uważa, że ochrona prywatności w erze sztucznej inteligencji jest całkowicie możliwa, ale jedno zjawisko go naprawdę niepokoi. Wypowiedź szefa największego dostawcy serwisów szyfrowanych wpisuje się w coraz bardziej napięty spór między razącym wzrostem mocy AI a fundamentalnymi prawami użytkowników do bezpieczeństwa danych. Proton, znany z silnego lobby pro-prywatności, nie poddaje się pesymizmowi części branży, która twierdzi, że te cele są ze sobą sprzeczne. Zamiast tego ekspert apeluje o wdrażanie odpowiednich mechanizmów ochrony już na etapie projektowania systemów - co oznacza tzw. privacy by design, a nie improwizowane poprawki wdrażane post factum.
Problem tkwi jednak w czymś konkretnym, co dystansuje zarządcę Protonu od optymistów. Chociaż szczegóły jego obaw nie są w pełni rozpracowane w przekazie, wskazuje to na możliwą lukę między deklarowanymi zobowiązaniami firm do bezpieczeństwa a rzeczywistymi praktykami. Wiele korporacji sięga po dane użytkowników do trenowania modeli AI bez wyraźnej zgody, czemu przygląda się już Unia Europejska i krajowe urzędy ochrony danych.
Stanowisko szefa Protonu ma kluczowe znaczenie dla debaty regulacyjnej, bo pochodzi od gracza, który ma reputację do stracenia na polu prywatności. Jego słowa mogą wpływać na kształtowanie się nowych standardów bezpieczeństwa i polityki unijnej wobec firm technologicznych, szczególnie że dyskusja na temat AI Act już toczy się w Brukseli, a przepisy mogą być gotowe w przyszłym roku.