Twórca mema "This is fine" - ikony internetowej kultury z palącej się sala z pieskiem - wytoczył pozwę startupowi AI za nieautoryzowane wykorzystanie jego dzieła do trenowania modelu sztucznej inteligencji. Sprawa podkreśla rosnące tarcia między artystami a firmami opracowującymi systemy AI, które rutynowo pobierają materiały ze szczególnie internetu bez zgody twórców i jakiegokolwiek wynagrodzenia.
Problem tkwi głębiej niż zwykła kradzież praw autorskich. Duże przedsiębiorstwa zajmujące się AI, od OpenAI aż po Midjourney, opierają swoje modele na miliardach obrazów i tekstów zebranych ze stron internetowych, baz danych i galerii - często argumentując, że stanowi to "fair use" do celów edukacyjnych. Artyści zaś coraz wyraźniej widoczą w tym zagrożenie: ich style mogą być replikowane przez algorytmy, konkurując z nimi na rynku pracy, a ich dzieła ucząc maszyn zarabiać pieniądze dla korporacji bez ich wiedzy.
Sytuacja mema "This is fine", który stał się globalnym fenomenem i ikona kultury pop, jest szczególnie wymowna - właśnie dlatego, że jego autor ma nazwisko, tożsamość i zdolność do podjęcia działań prawnych. Tysiące mniej znanych twórców mierzy się z tym samym problemem, ale nie ma zasobów, aby walczyć w sądzie. Pozew może okazać się przełomowy dla całej branży, zmuszając regulatorów i firmy AI do poważnego rozważenia, czy model finansowy opierający się na darmowych danych artystów jest etycznie i prawnie defensywalny.