Meta oficjalnie uruchomiła asystenta Muse - swoją pierwszą znaczącą inwestycję w AI-powered narzędzia produktywności. Asystent ma automatycznie wykonywać zadania takie jak zakupy online, pisanie e-maili czy planowanie podróży, mając za sobą zdjąć pracownikom część obowiązków.
Przy testowaniu narzędzie działało zasadniczo poprawnie i zgodnie z oczekiwaniami. Jednak podczas używania ujawnił się problem, który znacznie zaciemniał pozytywne wrażenie - asystent niezwykle autonomicznie gromadzi mnóstwo danych o użytkowniku. Ta zdolność do zbierania informacji bez wyraźnej zgody lub transparentnego komunikowania tego procesu wzbudziła obawy dotyczące prywatności. Muse potrafi się personalizować - na potrzeby testu zmieniano jego wygląd na purpurowego kota - ale za tą funkcjonalnością stoi technologia, która monitoruje i zapamiętuje szczegóły aktywności użytkownika.
Wypuszczenie Muse pokazuje zmianę strategii Mety, dotychczas kojarzanej przede wszystkim z platformami rozrywkowymi. Teraz firma wchodzi na wysoce konkurencyjny rynek asystentów AI, gdzie liderem jest Google z Gemini oraz OpenAI z ChatGPT. Jednak zbyt agresywne zbieranie danych przez asystenta może stać się przeszkodą w adopcji przez użytkowników zaniepokojonych bezpieczeństwem swoich informacji osobistych.