Rząd Tajlandii zatwierdził megainwestycje warte 29 miliardów dolarów, w tym gigantyczną rozbudowę centrum danych TikToka o wartości około 25 miliardów dolarów. To jeden z największych projektów infrastrukturalnych, jaki kiedykolwiek podjęła się realizować platforma społecznościowa, i znaczący sygnał dla całego regionu Azji Południowo-Wschodniej. Decyzja bangkoku pokazuje, jak agresywnie konkurują ze sobą azjatyckie kraje o rolę węzła technologicznego - i jak wiele są w stanie poświęcić, żeby przyciągnąć gigantyczne inwestycje z zagranicy.

Tajlandia od lat dąży do transformacji gospodarki i zmniejszenia uzależnienia od turystyki. Nowa strategia zakłada przyciągnięcie dużych inwestorów technologicznych i operator data center, którzy zbudowaliby tutaj swoje regionalne huby. TikTok, którego właścicielem jest chińska korporacja ByteDance, widzi w Tajlandii idealną lokalizację - kraj ma rozwinięty internet, wciąż rosnący rynek użytkowników, a infrastruktura energetyczna jest na tyle wydajna, żeby obsługiwać masywne centra danych. Projekt byłby jednym z największych tego typu przedsięwzięć poza Chinami i wzmocniłby pozycję TikToka w całej Azji.

Jednak sprawy nabierają ostrości, gdy weźmie się pod uwagę kwestię danych. Rozmieszczenie tak dużego centrum przetwarzania informacji o użytkownikach na terenie Tajlandii rodzi pytania o bezpieczeństwo i dostęp do wrażliwych danych - zarówno tajlandzkich, jak i z całego regionu. Chiny już wielokrotnie stawały przed zarzutami o wykorzystywanie danych zbieranych przez TikToka. Projekt budzi też obawy geopolityczne: czy Tajlandia nie oddaje swojej infrastruktury cyfrowej zbyt dużemu chińskiemu wpływowi? Dla rządu w Bangkoku to jednak drugie plany wobec potencjalnych zysków gospodarczych i prestiżu wynikającego z posiadania takiego technologicznego serca Azji.