OpenAI ogłosiło rozwiązanie jednego z siedmiu problemów milenijnych - zadań matematycznych wycenionych na milion dolarów za rozwiązanie. W normalnych okolicznościach byłoby to uznane za historyczne osiągnięcie. Zamiast tego wiele osób z matematycznego mainstreamu obserwuje postępy firmy z rosnącą niepokojem.

Przez ostatnie lata OpenAI systematycznie wkraczało w coraz trudniejsze terytoria matematyki, zbierając sukcesy w dziedzinach, które naukowcy badali przez dziesięciolecia. Problem polega na tym, że firma podchodzi do tych wyzwań jak zadania inżynierskie, mobilizując ogromne zasoby obliczeniowe i finansowe, ale bez zaangażowania się w dialog z istniejącą społecznością akademicką czy poszanowaniem ustalonych konwencji badawczych.

Dla matematyków całej sytuacja jest kłopotliwa - OpenAI wygląda mniej jak entuzjastyczny przybysz, a bardziej jak niemożliwie dobrze wyposażony intruz, który nie interesuje się długoletnimi tradycjami czy tym, jak jej działania wpływają na kariety i przyszłość tych, którzy poświęcili życie tym polom badań. To rodzi pytania o rolę firm technologicznych w naukach podstawowych i czy brute-force'owe podejście oparte na dużych modelach AI powinno być głównym sposobem na rozwiązywanie fundamentalnych problemów matematyki.