Google wprowadził Fitbit Air - niedrogą opaskę za 100 dolarów bez ekranu, która rzeczywiście stanowi bramy do subskrypcyjnego serwisu. Urządzenie to bowiem przede wszystkim narzędzie do zbierania danych zdrowotnych, a właściwy produkt to AI health coach dostępny za 10 dolarów miesięcznie. W smartwatchu firmy brakuje wyświetlacza, bo nie jest nim głównym bohaterem - funkcjonuje raczej jako czujnik danych dla algorytmów sztucznej inteligencji, która analizuje aktywność użytkownika i dostarcza personalizowane porady treningowe oraz zdrowotne.

To doskonały przykład fundamentalnej zmiany w strategii producentów elektroniki konsumenckiej. Tani sprzęt przestaje być głównym źródłem zysku - zamiast tego producenci wykorzystują go jako zaproszenie do ekosystemu usług na subskrypcję. Google dobitnie pokazuje, że hardware to już tylko wstęp do pasywnego dochodu z oprogramowania i usług AI. Fitbit Air za stówę to praktycznie breaking even, ewentualnie produkt ze stratą, jeśli się liczy koszty wytworzenia, ale zwroty przychodzą potem z regularnych opłat od subskrybentów.

Dla branży wearables to sygnał, że model biznesowy się zmienia. Poprzednio producenci zarabiały głównie na samym urządzeniu i ewentualnych dodatkowych funkcjach premium. Teraz tandetne urządzenia szolgą zwabić klientów, a następnie monetyzować ich poprzez AI coachy, zaawansowane analityki i personalne doradztwo fitness. To oznacza również, że konkurencja w segmencie budżetowych opasek będzie brutalna - liczy się nie najlepsze hardware'u, ale dostęp do najlepszych algorytmów i danych.