Quantinuum, lider na rynku technologii kwantowych, planuje wejść na giełdę z wyceną 20 miliardów dolarów, mimo że jego przychody roczne wynoszą zaledwie 31 milionów dolarów. Британska-amerikańska firma złożyła wniosek o IPO w momencie, gdy sektor technologii kwantowych przeżywa dynamiczny rozwój, ale jednocześnie budzi to wiele pytań o realność takich wycen. Kluczowy problem stanowi fakt, że główny produkt firmy - praktycznie użyteczny komputer kwantowy na skalę komercyjną - wciąż pozostaje w fazie badań i rozwoju, a nie jest jeszcze dostępny dla klientów biznesowych.

Różnica między przychodzącymi pieniędzmi a wyceną jest oszałamiająca: Quantinuum zarabia 31 milionów rocznie, ale ma być warte 645 razy tyle. Dla porównania, takie proporcje są charakterystyczne dla młodych startup'ów z fundamentalnym potencjałem, a nie dla firm, które istnieją od lat i pracują nad konkretnym produktem. Inwestorzy stawiają tu przede wszystkim na obietnice technologiczne - przekonanie, że obliczenia kwantowe zmienią świat, a Quantinuum będzie w tym graczem numer jeden.

Wycena wzbudziła jednak znaczące kontrowersje w branży technologicznej. Eksperci obawiają się, że sektor kwantowy może być na progu specjalistycznej bańki finansowej, gdzie hype i zdolności reklamowe liczą się więcej niż konkretne wyniki biznesowe. Pytanie, czy inwestorzy powiedzą jednak stanowcze "nie" kolejnemu obiecującemu start-upowi, czy IPO Quantinuum będzie zielonym światłem dla kolejnych przedsięwzięć, pozostaje otwarte.