Satya Nadella obawiał się, że Microsoft może przemieniać się w kolejnego IBMa - potęgę technologiczną, która straciła dominację z powodu sztywności i niezdolności do adaptacji. Dokumenty ujawnione w trakcie trwającego procesu antytrust ukazują, jak głębokie były te obawy szefa koncernu, i wyjaśniają wiele agresywnych posunięć biznesowych podjętych w ostatnich latach. Lęk przed technologicznym zaściankiem napędzał decyzje, które dziś stanowią punkt zapalny dla regulatorów na całym świecie.

IBM w latach 80. i 90. był ostrzeżeniem, które Nadella bywał sobie zawsze przede oczami. Gigant, który kiedyś dyktował warunki branży, najpierw przespał rewolucję komputerów osobistych, a potem znalazł się na marginesie przemysłu. Microsoft nie chciał powtórzyć tego scenariusza. Dlatego właśnie koncern inwestował miliardowe sumy w nowe kierunki - od chmury obliczeniowej Azure, przez AI i OpenAI, aż do strategicznych przejęć firm takich jak LinkedIn czy Activision Blizzard za ponad 68 miliardów dolarów. Te ruchy miały na celu utrzymanie pozycji lidera i zmianę DNA firmy, zanim stanie się nieznacząca.

Ironia polega na tym, że właśnie te posunięcia wysunęły Microsoft na celownik regulatorów. Jego dominacja na rynku produktywności biznesowej, połączona z agresywną strategią konsolidacji branży, wzbudziła poważne wątpliwości dotyczące konkurencji. Proces ujawnia nie tylko kalkulacje biznesowe, ale też strachy napędzające największe korporacje - lęk, że dziś można być gwiazdą, a jutro przeżytkiem. Pytanie brzmi: czy uniknięcie losu IBMa kosztowało Microsoft zbyt wiele w postaci konfliktów z władzami antymonopolowymi?