Przesłuchania przysięgłych w procesie Elona Muska przeciwko OpenAI ruszyły bez udziału samego skarżącego, który zamiast być na rozprawie zamykającej pojechał do Pekinu. Sprawa dotyczy oskarżeń Muska, że OpenAI odbiegła od swojej pierwotnej misji jako organizacji non-profit i stała się korporacją nastawioną na zysk, co miało stanowić naruszenie umowy założycielskiej. To nie banalny spór biznesowy - wynik procesu może zasadniczo zmienić sposób funkcjonowania jednego z najpotężniejszych graczy na rynku sztucznej inteligencji i wpłynąć na to, jak Silicon Valley postrzega zobowiązania wobec modelu non-profit.
Muzyk, przedsiębiorca i były powiernicy OpenAI od lat żali się, że firma przesunęła akcenty na komercyjny model z Microsoft i zamożnymi inwestorami, tracąc ducha misji charytatywnej sprzed dekady. Musk opuścił zarząd OpenAI w 2018 roku, ale nigdy nie zaprzestał drażniać sprawy publicznie, oskarżając CEO Sama Altmana o celowe odejście od pierwotnych zasad. Jego nieobecność na rozprawie zamykającej, podczas gdy przysięgli deliberują nad werdyktem, dodaje absurdalności całemu spektaklowi - trudno bowiem wyobrażać sobie powodę bardziej zainteresowanego w wygraniu sprawy.
Niezależnie od obrotu spraw sądowych, proces ten rzuca światło na fundamentalny konflikt współczesnego sektora AI: czy organizacje założone jako non-profit mogą ewoluować w stronę modeli komercyjnych bez zmiany swoich zobowiązań prawnych, czy też działa tu jakaś umowa niepodlegająca zmianom? OpenAI będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami wyroku, niezależnie od wyniku.