Dziennikarz Wired spędził tydzień nagrywając się podczas sprzątania, gotowania i innych codziennych prac, aby zarobić pieniądze - a jego eksperyment ujawnia coraz bardziej rozpowszechnioną praktykę, w której zwykli ludzie monetyzują swoje dane osobowe dla firm szkolących modele AI. To nie jest już teoretyczna dyskusja o wartości informacji, którą wytwarzamy codziennie; to działająca biznes, w którym aplikacje i platformy płacą za nagrania naszych życia. Autor zarabiał niewielkie sumy - zazwyczaj kilka dolarów za godzinę pracy przed kamerą - ale dla tysięcy uczestników z całego świata dodatkowy dochód stanowi znaczący doping do budżetu domowego.

Problem w tym, że podczas gdy ludzie uzyskują drobne kwoty, dane, które udostępniają, wyceniane są znacznie wyżej na rynku treningowym AI. Nagrania pokazujące rzeczywiste ludzkie zachowania są cennym surowcem dla firm rozwijających autonomiczne roboty, modele wizyjne i inne zaawansowane systemy AI. Eksperyment reportera ilustruje fundamentalny dysbalans ekonomiczny: użytkownicy otrzymują ułamek rzeczywistej wartości swoich danych, podczas gdy korporacje technologiczne zarabiają wielokrotnie więcej. Jeśli chodzi o etykę, pojawiają się dodatkowe obawy dotyczące tego, jak te dane są przechowywane, udostępniane i wykorzystywane bez pełnej transparentności wobec osób, które je nagrywały.

Artykuł podnosi też głębsze pytanie zawarte w jego tytule: kto naprawdę pracuje dla kogo? Uczestnikami eksperymentu byli rzeczywiści ludzie wykonujący rzeczywiste zadania, ale ich wysiłek zamieniał się w treningowe dane dla maszyn. To zmusza nas do refleksji nad przyszłością pracy, wartością naszych osobistych danych i tym, czy obecne wynagrodzenie za uczestnictwo w takich programach jest w ogóle sprawiedliwe. Pytanie brzmi zatem nie tyle, czy można zarabiać na swoim wizeruneku, ile czy system, w którym się to odbywa, ma jakikolwiek sens dla człowieka.