Pustynia Atacama w Chile ma szansę stać się światową fabryką baterii dzięki ogromnym złożom litu i idealnym warunkom do produkcji energii słonecznej i wiatrowej. Kraj planuje wykorzystać te naturalne przewagi do zbudowania kompleksowego ekosystemu produkcji systemów magazynowania energii, od wydobycia surowców po montaż gotowych pakietów. To ambitny projekt, który miałby zasilać zarówno rosnący rynek pojazdów elektrycznych, jak i globalne sieci energetyczne walczące z destabilizacją spowodowaną odejściem od węgla i gazu.
Chile już jest największym producentem litu na świecie, ale do tej pory większość złóż wydobywano dla sektora chemicznego i kosmetycznego. Teraz rząd w Santiago zdecydował, że przyszłość gospodarki leży w bateriach - konkretnie w literowych ogniwach, które napędzają tesle i inne samochody elektryczne, a także stabilizują elektrownie wiatrowe i słoneczne. Pustynia Atacama to najsuchszy region na planecie, a to oznacza niskie koszty produkcji, minimalne zużycie wody i nieograniczony dostęp do promieniowania słonecznego. To potencjalnie rentowniejsze niż tradycyjne huty w Azji czy Europie.
Dla światowej transformacji energetycznej oznacza to szansę na bardziej zdywersyfikowane łańcuchy dostaw baterii. Dotąd cały sektor zależy od Chin, które kontrolują ok. 80 proc. światowych mocy przetwarzania litu. Jeśli Chile uda się zbudować konkurencyjną alternatywę, mogą się osłabić napięcia geopolityczne wokół dostępu do tego kluczowego surowca. Jednocześnie projekt musi zmierzyć się z wyzwaniami - oporem lokalnych wspólnot rdzennych, którym grozi wyczerpanie pozostałych zasobów wodnych, oraz koniecznością inwestycji w infrastrukturę logistyczną i kadrę inżynierów. Ale jeśli się powiedzie, Atacama z bezludnej pustyni może zmienić się w bazę dla światowej mobilności niskoemisyjnej.