ElevenLabs posunął się do stworzenia cyfrowego klona głosu Stana Lee, co pozwoli legendarnemu twórcy Marvela pojawiać się w nowych projektach filmowych i multimedialnych jako deepfake'owa wersja samego siebie. Platforma wykorzystała zaawansowaną technologię syntezy mowy, aby wiernie odtworzyć charakterystyczny głos ikonicznego producenta, który zmarł w 2018 roku. Taki krok pokazuje, gdzie może nas zabrać nowoczesna sztuczna inteligencja - i jednocześnie sygnalizuje, że w branży rozrywki czeka nas epoka całkowicie nowych możliwości twórczych oraz sporych wyzwań natury prawnej i etycznej.
Klonowanie głosu to dziś już nie science fiction, lecz realna technologia dostępna dla większych produkcji. ElevenLabs, znana z zaawansowanych narzędzi do generowania mowy zasilanej sztuczną inteligencją, pokazała, że można przywrócić autentyczność głosu postaci bez udziału samego aktora. W praktyce oznacza to, że studia mogą przydzielać zmarłym twórcom role w kolejnych filmach, serialach czy grach, czym budzą emocje zarówno fanów, jak i krytyków nowych rozwiązań. Stan Lee od lat gościnnie pojawiał się w filmach Marvela, więc taki pomysł naturalnie pada na niego w kontekście jego dziedzictwa.
Problem w tym, że przed branżą pojawiają się pytania bez łatwych odpowiedzi - kto ma prawo do głosu zmarłego? Jakie zgody są potrzebne? I czy rodzina twórcy, jego spadkobiercy oraz fani godzą się na takie użycie jego wizerunku cyfrowego? ElevenLabs będzie musiał zmierzyć się z prawami autorskimi, godności osobistej i oczekiwaniami społeczeństwa wobec tego typu projektów. Jednocześnie dla Hollywood to szansa na rozszerzenie możliwości castingu, skrócenie czasu produkcji i zaoszczędzenie na kosztach zatrudniania aktorów do scen cameo.