Pracownicy Tesli, którzy bezpośrednio pracują nad rozwojem systemu autonomicznego Full Self-Driving, sami nie chcą jeździć w samochodach wyposażonych w tę technologię. To odkrycie mówi więcej o rzeczywistym stanie systemu niż wszelkie oficjalne komunikaty firmy - zespoły inżynierów i specjalistów od machine learningu, którzy znają technologię od środka, wyraźnie jej nie ufają. Informacja ta ujawnia rozbieżność między publiczną retoryką Elona Muska o "zaawansowanym" autonomicznym jeździeniu a rzeczywistymi wątpliwościami tych, którzy spędzają dni na uczeniu modeli decyzji podejmowanych na drodze.
Brak zaufania pracowników każe zastanowić się nad wiarygodnością bezpieczeństwa Full Self-Driving w obecnej formie. Osoby trenujące algorytmy wiedzą, jak wiele może pójść nie tak, jakie scenariusze auto jeszcze nie było w stanie rozwiązać i gdzie system wciąż się myli. To nie są teoretycy, ale praktycy obserwujący na bieżąco limity swojej własnej pracy. Jeśli ci ludzie nie wierzą w bezpieczeństwo systemu na tyle, żeby być w nim pasażerami, powinno to zmusiać do refleksji inwestorów, regulatorów i samych użytkowników - zwłaszcza że Tesla intensywnie promuje Full Self-Driving jako gotową funkcję warte setki tysięcy złotych.
To napięcie między oficjalną narracją a wewnętrznymi wątpliwościami pracowników stanowi klasyczny znak ostrzegawczy. Pokazuje, że rzeczywisty poziom gotowości autonomicznej jazdy może być znacznie niższy niż sugerowałyby komunikaty firmy. Problem polega też na przejrzystości - użytkownicy nie wiedzą o tych wątpliwościach i podejmują decyzje zakupu na podstawie obiecanek, których spełnieniu sami pracownicy Tesli nie przypisują wysokiego prawdopodobieństwa.