IBM przeżywa na Wall Street swoistą renesans. Akcje koncernu zaliczyły wzrost o blisko 30 procent w samym maju — to najlepszy miesięczny wynik od ponad dwóch dekad. Impuls przyszedł w poniedziałek, kiedy bank Barclays przyznał papierom IBM rating overweight i wycenę docelową na poziomie 350 dolarów, co dało im dodatkowy wzrost o 10 procent. Dla kontekstu — to oznaczałoby wzrost o kolejne 11 procent od cen otwarcia notowań.
Tak gwałtowny powrót zainteresowania inwestorów IBM-em nie jest przypadkowy. Analitycy dostrzegają w oprogramowaniu IBM rozwiązanie na problemy, które nękają sektor SaaS. Te ostatnie czasy są dla branży cloud-owych usług oprogramowania niezwykle trudne — mówi się nawet o „SaaSpocalypse", czyli kryzysie zaufania do modelu biznesowego opartego na abonamentach. Inwestorzy tracą zainteresowanie wysokowartościowymi startupami, których rzeczywisty zysk pozostaje na horyzoncie. Tymczasem IBM to solidne, dobrze zestablisowane przedsiębiorstwo ze stabilnym przychodzeniem gotówki — dokładnie to, czego szukają inwestorzy zmęczeni wahliwością rynku technologicznego.
Dynamika ta odbija się też na całorocznych wynikach IBM — papier jest już w plus o 10 procent od początku roku. To zwrot, który wiele osób mogło nie spodziewać się kilka miesięcy temu, gdy wielkie koncerny technologiczne były postrzegane jako przestarzałe wobec dynamicznych startupów. Teraz jednak, gdy entuzjazm dla modnych rozwiązań SaaS opadł, inwestorzy odkrywają na nowo wartość starszych, ale rentownych graczy. IBM staje się więc przypadkiem godnym obserwacji — pokazuje, że w technologii nadal mogą prosperować firmy, które oferują solidne fundamenty zamiast obietnic przyszłego domination.