Firmy pracujące nad modelami AI zaczęły masowo sięgać po szeryfowe czcionki w swoich interfejsach i materiałach marketingowych. To nie przypadek — chodzi o strategię. Szeryfowe fonty mają długą historię związaną z tradycją, niezawodnością i ludzkością, podczas gdy bezszeryfowe kojarzone są z nowoczesną technologią. Wybór szeryfów ma zatem wysłać konkretny sygnał: my jesteśmy godne zaufania, nie groźnym algorytmem, ale partnerem godnym humanizmu.
Problematem jest to, że wszyscy to widzą. Designerzy i obserwatorzy branży zaczęli krytykować ten trend jako "tasteslop" — bezimienne, bezrefleksyjne naśladowanie tego samego ruchu marketingowego przez konkurencję. Kiedy każda druga startupowa firma AI zaczyna używać czcionki Garamond czy Georgia, efekt zaczyna być przeciwny: zamiast budowania zaufania, powstaje wrażenie cynicznej manipulacji, kolejnej sztuczki w playbooku AI.
To przykład głębszej tendencji w branży — poszukiwania sposobu, aby AI brzmiała mniej obco i mniej groźnie dla zwykłych użytkowników. Od dużych nazw modeli po interfejsy, wszystko jest projektowane tak, aby działało na emocje i zmniejszało niepokój. Pytanie brzmi: czy humanizacja sztucznej inteligencji powinna być szczerą pracą nad bezpieczeństwem i przejrzystością, czy to po prostu kolejny element zastawy designer-marketingowej?