Sądowe bitwy z firmami AI nabierają tempa, a ich skala zaczyna przypominać masowe pozwy przeciwko przemysłowi tytoniowemu z lat 90. Wiele stanów USA oraz prywatnych osób już złożyło skargi przeciwko liderom branży AI, oskarżając ich o naruszanie praw autorskich, niedopuszczalną użytkowanie danych personalnych i odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez ich systemy. Analogia do Big Tobacco nie jest przypadkowa — wtedy również zmontował się potężny front prawny, którego wynik całkowicie zmienił branżę.
Wielkie ugody tytoniowe kosztowały setki miliardów dolarów i fundamentalnie zmieniły sposób, w jaki produkty były sprzedawane, reklamowane i regulowane. Podobnie może się stać z AI: jeśli sądy przychylą się do powodów, firmy mogą być zmuszone zmienić swoje modele biznesowe, sposób trenowania modeli czy politykę transparentności. Stanowiska regulacyjne przybierają na sile zarówno w USA, jak i Europie, co sugeruje, że problem nie zniknie sam z siebie.
To jednak nie oznacza, że wszystkie pozwy będą udane. Branża AI argumentuje, że jej działania chronią fair use i mają podstawę w zdywersyfikowanym stosowaniu technologii. Jednak sama ilość sporów oraz rosnący konsensus wśród polityków sugerują, że AI czeka kluczowy moment. Czy będzie to transformacja podobna do tej w przemyśle tytoniowym, czy coś innego — czas pokaże.