SpaceX przygotowuje historyczną ofertę publiczną, ale jej wartość nie bierze się głównie z dotychczasowego biznesu startów rakiet czy transportu na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Większość kalkulacji inwestorów stanowi tak zwana opcja call na przyszłe projekty — szczególnie na kosmiczne centra danych, które firma planuje umieścić na orbicie. To jest naprawdę ambitne: dane i obliczenia odbywające się bezpośrednio w kosmosie, bliżej satelitów obserwacyjnych i komunikacyjnych.
Oprócz tego SpaceX ma w rękach Starlink — sieć satelitarną oferującą internet z orbity — oraz program księżycowy z lądowaniem na Księżycu. To trójca projektów, które rynek postrzega jako potencjał do zmiany fundamentów branży. Centra danych w kosmosie mogą dramatycznie zmienić opóźnienia, przepustowość i potencjalnie obniżyć koszty dla specjalistycznych zastosowań — od AI po przetwarzanie obrazów satelitarnych. Inwestorzy prawie kupują sens takiej przyszłości.
Algorytm wyceny IPO opiera się w dużej mierze na wierze, że te projekty się uda. To standard dla hard-tech firm — znaczna część wartości to przyszłe przychody, które istnieją głównie w arkuszach kalkulacyjnych. Jeśli choć jedna z tych wizji się urzeczywistni, SpaceX zmieni branżę. Jeśli się nie uda — wycena może znacznie spaść.