Armia Stanów Zjednoczonych właśnie powołała trzech kolejnych kierowników z branży technologicznej do swoich szeregów. Dane Knecht (CTO Cloudflare), Sam Pullara (CTO i managing director Sutter Hill Ventures) oraz Serkan Piantino dołączyli do Detachment 201 — elitarnej jednostki rezerwowej, która przyznaje technologicznym liderom rangę porucznika kolonela. W praktyce oznacza to bezpośredni dostęp do współpracy z wysokim commandem militarnym i wpływ na decyzje dotyczące technologii obronnej.

To nie pierwsze nazwiska z Big Tech wciągnięte w ten program. Detachment 201 już wcześniej ściągała prominentnych przedsiębiorców i technowców do tego rodzaju współpracy. Program pozycjonuje się jako sposób na zbudowanie lepszego mostu między armią a innowacyjnym sektorem prywatnym. Argumentacja jest prosta: wojsko potrzebuje dostępu do najlepszych talentów technicznych, by pozostać konkurencyjne w cyfrowym świecie.

Ale tu pojawia się problem. Kiedy ci sami ludzie, którzy doradzają armii, jednocześnie kierują firmami zajmującymi się technologią militarną czy otrzymują kontrakty zbrojeniowe, pytania o neutralność stają się nie do uniknięcia. Krytycy wskazują, że taka struktura może prowadzić do faworyzacji firm, w których pracują ci oficerowie, oraz do podejmowania decyzji militarnych, które służą interesom biznesowym. To wznawia starą debatę o powiązaniach między kompleksem militarno-przemysłowym a decyzjami publicznych — tyle że tym razem w kontekście technologii sztucznej inteligencji i cyberbezpieczeństwa.