FIFA udostępniła w tym sezonie wszystkim zespołom agenta AI, który każda drużyna może wykorzystywać do analizy taktycznej i przygotowania do meczów. To posunięcie ma na celu wyrównanie szans między bogatymi federacjami dysponującymi nieograniczonymi budżetami na naukę i biednymi organizacjami, które dotychczas miały ograniczony dostęp do zaawansowanych technologii analitycznych.

Ale tu pojawia się dyskusja dotycząca rzeczywistego poziomu wyrównania. Choć FIFA zapewnia standardowe narzędzie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby bogatsze kraje inwestowały w dodatkowe, specjalistyczne systemy AI opracowywane przez prywatne firmy. Drużyny z większymi budżetami mogą sobie pozwolić na custom rozwiązania, zaawansowane modele predykcyjne czy dedykowanych inżynierów do fine-tuningu algorytmów pod ich styl gry. To potencjalnie tworzy nową warstwę nierówności technologicznej.

Wyników tego eksperymentu można się spodziewać dopiero po kolejnych turniejach. Jeśli zespoły dysponujące lepszymi technologicznie narzędziami faktycznie będą osiągać lepsze wyniki, mogłoby to zapoczątkować prawdziwą wyścig w inwestycjach w AI w piłce nożnej. Pojawia się pytanie, czy w przyszłości mistrz świata będzie określany nie tylko umiejętnościami graczy, ale także zasobami finansowymi poświęconymi na sztuczną inteligencję.