Podczas corocznych spotkań światowych bankowców na obrzeżach Lizbony dyskusje tradycyjnie krążyły wokół inflacji i polityki monetarnej. Tym razem jednak sztuczna inteligencja przejęła całą agendę, wypychając pozostałe tematy. Problem nie leży w tym, że AI zagraża ekonomii - leży w tym, że nikt w sali naprawdę nie wie, jak groźna jest ta technologia ani kiedy jej wpływ nabierze znaczenia.

To przywłaszczenie światowego forum finansów przez kwestię AI odzwierciedla głęboką niepewność decydentów politycznych. Bankowcy centralni tradycyjnie operują przewidywalnymi zmiennymi: stopami procentowymi, podażą pieniądza, wskaźnikami zatrudnienia. Tymczasem AI wprowadza zmienną, którą trudno mierzyć i modelować. Mogą to być turbulencje na rynku pracy na niespotykaną skalę, nowe rodzaje ryzyka systemowego w sektorze finansowym, zmiany w produktywności gospodarczej - wszystko bez jasnego harmonogramu.

Znaczenie tego spotkania polega na uznaniu przez elity finansowe, że AI to już nie futurystyczne spekulacje, ale teraźniejszy problem wymagający refleksji politycznej. Jeśli bankowcy centralni nie potrafią zdefiniować zagrożeń ani zarysować działań stabilizacyjnych, może to prowadzić do opóźnionych lub błędnych decyzji regulacyjnych, gdy konsekwencje AI staną się już widoczne dla zwykłych gospodarek.