Brytyjskie sklepy wprowadzają rewolucyjny - i kontrowersyjny - system monitoringu oparty na sztucznej inteligencji. Ponad 100 punktów handlowych wdraża teraz technologię rozpoznawania twarzy, która automatycznie powiadamia policję w ciągu czterech sekund od moment, gdy w sklepie pojawi się osoba figurująca na liście poszukiwanych. System reaguje natychmiast, bez interwencji człowieka - wystarczy, że twarz zostanie zidentyfikowana jako "flagged".
Pomysł brzmi obiecująco z punktu widzenia walki z przestępczością. Szybka identyfikacja i powiadomienie organów ścigania mogą przyczynić się do zatrzymań osób podejrzanych o poważne przestępstwa. Sieć 100+ sklepów rozrzuconych po kraju tworzy efektywną sieć monitoringu, a czas cztery sekundy eliminuje praktycznie każdy opóźnienia między dostrzeżeniem a alertem.
Ale tu pojawia się problem. Technologia rozpoznawania twarzy, mimo spektakularnych postępów, nie jest całkowicie niezawodna - szczególnie w różnych warunkach oświetlenia, kątów czy gdy ludzie zmieniają wygląd. Błędne alarmy mogą sprawić, że niewinni będą ścigani, a samych podatków i obywateli czeka cyfrowy nadzór, którego skalę większość nie zdaje sobie sprawę. Całe przedsięwzięcie rodzi fundamentalne pytania o granicę między bezpieczeństwem a inwigilacją.