Trzy chińskie firmy figurujące na amerykańskiej czarnej liście wojskowej mogą swobodnie kupować najpowniejsze modele AI od OpenAI i Google, o ile dokonują to transakcji w odpowiednich krajach trzecich, zwłaszcza w Singapurze. To szukanka w systemie restrykcji, które USA starają się narzucić na eksport zaawansowanych technologii do potencjalnych rywali geopolitycznych.
US Department of Commerce i Pentagon nie zakazały bezpośredniej sprzedaży frontier AI do Chin, a firmy takie jak OpenAI i Google działają w szarej strefie, sprzedając dostęp do swoich modeli bez wyraźnych ograniczeń geograficznych. Istotą problemu jest brak jasnych regulacji uniemożliwiających zagranicznym jednostkom zakup dostępu poprzez pośrednie kanały. Chińskie firmy zamiast negocjować z Zachodem wprost, mogą po prostu nabyć usługi w krajach, gdzie przepisy są bardziej liberalne.
Sytuacja ilustruje szerszą dylemę kontroli technologicznej w erze AI. Podczas gdy USA inwestuje miliardy w dominację w sztucznej inteligencji, a jednocześnie próbuje ograniczyć dostęp konkurentów do najnowszych osiągnięć, praktyka handlowa firm Silicon Valley sabotuje te wysiłki. Bez bardziej zdecydowanych ruchów regulacyjnych lub zmian w polityce firm, azjatyckie kraje pozostaną łazienką dla chińskich gigantów szukających dostępu do zaawansowanej technologii.