Sztucze inteligencji wkraczają na polskie kampanie wyborcze, a wraz z nią rosną obawy o manipulację i dezinformację. Problem jest realny - wraz z rosnącą dostępnością narzędzi AI coraz łatwiej generować deepfaki'e, spersonalizowaną deezinformację czy masowe kampanie w mediach społecznościowych. Politycy i sztabami wyborczymi chętnie sięgają po algorytmy do mikrotargetingu i automatyzacji, co budzi uzasadnioną niepewność wśród obywateli i ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem wyborów.
Dynamika sprawa wskazuje, że narasta nie tylko publiczna dyskusja, ale też polityczne działania. Eksperci alarmują, że bez szybkiej interwencji legislacyjnej AI może zdeminować proces wyborczy, szczególnie w kontekście kampanii dezinformacyjnych finansowanych z zagranicy. Unijne rozporządzenie AI Act stawia pewne ramy, ale polskie prawo wyborcze daleko za tym w tyle. Regulatorzy zaczynają się budzić - postulatem są m.in. obowiązkowe ujawnianie użycia AI w reklamach politycznych i transparentność algorytmów rekomendacyjnych platform.
Konsekwencje mogą być znaczące. Potencjalny sprzeciw społeczny wobec technologii AI w polityce może prowadzić do zaostrzenia przepisów, ograniczenia dostępu do określonych narzędzi czy nawet chwilowych zakazów używania deepfake'ów w kampaniach. Paradoksalnie, pierwsza fala zbyt rygorystycznych regulacji może również zahammować legalną i transparentną aplikację AI w komunikacji politycznej. Czeka nas okres testowania - jak społeczeństwo odniesie się do AI na scenie wyborczej i jakie ramy ustawi dla niej państwo.