Dominujące podejście firm do nowych funkcji AI - domyślnie włączone, wyłączane opcjonalnie - irytuje coraz więcej użytkowników. Zamiast dać nam wybór, producenci ustawiają sztuczną inteligencję tak, by działała automatycznie, a my musimy aktywnie jej szukać i wyłączać. To wysysająca praktyka, która traktuje użytkowników jak obiekty optymalizacji, a nie podmioty godne poszanowania.
Problema tkwi w samej naturze takiego designu. Gdy firma ustawia feature jako domyślnie aktywny, zna wynik - dużo osób go nie wyłączy, bo albo nie wie że to jest, albo nie chce grać w grę w szukaniu opcji w ustawieniach. To zwiększa metryki użycia, ale za cenę transparencji. Dotyczy to szczególnie AI, która czyta naszą korespondencję, analizuje dane czy tworzy treści na naszych dokumentach. To zbyt wrażliwe, by być włączane domyślnie.
Wrócić trzeba do modelu opt-in - gdzie nowe, potencjalnie ingerujące funkcje są wyłączone i użytkownik sam je włącza, jeśli chce. To nie byłoby szczególnie trudne dla firm: wystarczy jeden switch podczas pierwszej konfiguracji urządzenia albo przy aktualizacji. Ale wymaga to wiary, że ludzie naprawdę chcą korzystać z naszych produktów - a nie że trzeba nas do tego podstępnie zmuszać.