Kevin O'Leary, znany inwestor z Shark Tank, ponownie broni swoich projektów centrów danych, porównując ich zużycie wody do pól golfowych w Stanach Zjednoczonych. Według niego centra danych AI konsumują znacznie mniej wody niż cały sektor golfowy, co miałoby uzasadniać ich ekspansję. Jego projekt Stratos w Utah, zajmujący 40 tys. akrów, już jednak wywołał lokalne protesty i skłonił gubernatora stanu do wydania zarządzenia wykonawczego.
Porównanie jest co prawda technicznie poprawne - branża golfowa rzeczywiście zużywa ogromne ilości wody. Jednak analitycy wskazują, że liczby mogą być mylące. Centra danych rosną w tempie wykładniczym wraz z boomem sztucznej inteligencji, podczas gdy rynek golfowy jest stosunkowo stabilny. To oznacza, że za kilka lat zależności mogą się diametralnie odwrócić, a sektor AI stanie się poważnym konsumentem zasobów wodnych, szczególnie w regionach już dotkniętych niedoborem wody.
Debata wokół projektów O'Leary'ego odzwierciedla szerszy konflikt między ambicjami technologicznych korporacji a ochroną lokalnych zasobów naturalnych. Mieszkańcy Utah obawiają się, że ogromne centra danych będą konkurować z miejscową rolnictwem i populacją o dostęp do coraz bardziej deficytowej wody, a proste porównania statystyczne nie uwzględniają tempa zmian i lokalnych skutków środowiskowych.