Naukowcy z Northern Arizona University prowadzą intensywne badania skutków pożaru z 2013 roku, który strawił niemal 35 tys. akrów tundry w północnym Denali na Alasce. Doktorant Andrew Haverdink i jego zespół pobierają próbki wiecznej zmarzliny, aby śledzić, jak głębokie są procesy topnienia w czterech latach po katastrofie. W miejscach, gdzie ogień palił się najgoręcej i najgłębiej, warstwa aktywna permafrostu - część topniejąca sezonowo - rozszerzyła się o stope do dwóch stóp (ok. 30-60 cm) w porównaniu do kontrolnych działek poza pożogiszczem.
Pożar uszkodził kluczową izolacyjną warstwę mchu i roślinności, która normalnie chroni wieczną zmarzlinę przed topnieniem. To szczególnie groźne, bo permafrost na Alasce zawiera gigantyczne zasoby węgla - jest on zawarty w 85 proc. gruntów stanu. Gdy wieczna zmarzlina taje, uwalnia metan i dwutlenek węgla, co napędza ocieplenie klimatu w dodatnim sprzężeniu zwrotnym. Pożary w tundrze stają się coraz częstsze w miarę poteplejania się Arktyki.
Badania takie jak te Haverdinka dostarczają krytycznych danych o tempie i głębokości odmrażania w reálnych warunkach. Naukowcy mają niemal czystą laboratoryjną sytuację - mogą porównać przepalone obszary z nietkniętymi działkami obok nich. Te obserwacje pomagają klimatologom przewidzieć, jak szybko wieloletnia zmarzlina będzie uwalniać magazynowany przez tysiące lat węgiel do atmosfery.